Witajcie!

Czy słońce świeci, czy deszcz pada, każda pogoda nam odpowiada!

sobota, 24 lipca 2010

DZIEŃ CZTERNASTY


"Wszystko co dobre, szybko się kończy". Nasza kolonia dobiegła końca. Ok. 21.00 autobusy znów podstawiły się na ul. Szlachecką, choć tym razem już nie puste. Wysiadły z nich opalone i rozpromienione słonecznymi barwami buźki naszych kolonistów. Czekający na swe pociechy rodzice i bliscy nie kryli swoich uczuć, by wyrazić radość z powrotu do domu swoich pociech. Tak było wieczorem. A co było wcześniej?
Odważni wstali dziś bardzo wcześnie, bo ok. 4.00. Zamiarem tego przedsięwzięcia było polowanie na wschód słońca. Udało się, choć było baaardzo trudno. Dlaczego trudno? Przede wszystkim dlatego, że trzeba było wstać tak wcześnie. Rekompensatą były za to nieziemskie widoki.
Pozostali koloniści, czyli ci którzy chcieli pospać dłużej - np. ja, wstali o godz. 7.30. Oczywiście o 8.00 było śniadanko, a po nim przygotowanie do opuszczenia pokoi. Ostatnie spojrzenie, zerknięcie pod łóżko, wyniesienie śmieci i gotowe. Zrobione. Wszystko poszło jak po maśle, czyli sprawnie tak, że o 10.00 mogliśmy rozpocząć już Mszę św. Dziś miała ona szczególny charakter. Była ona naszym dziękczynieniem Bogu za czas wspólnie przeżytych 14 dni w Stegnie. Oprawę Eucharystii w całości przejęli wychowawcy. Na jej zakończenie ks. Mariusz udzielił wszystkim błogosławieństwa indywidualnego.
Po wspólnej modlitwie rozpoczął się czas oczekiwania na autokary. Jednak i tu trzymając rękę na pulsie uczyniliśmy wszystko, by te ostatnie godziny do odjazdu zleciały nam szybko. Większość dzieci wybrała bajkę, inni z kolei woleli sobie poczytać, pograć w piłkę lub po prostu posiedzieć na świeżym powietrzu i odpocząć.
O 13.00 zostaliśmy poczęstowani smaczną zupą - grochówką. Punktualnie o 14.00 podjechały autobusy, z których wysiedli koloniści z Tłuszcza - nasi następcy. Po wypakowaniu swoich bagaży rozpoczęliśmy my pakowanie wg ustalonego porządku tak, by nikt nie zatracił swego bagażu. Po raz kolejny dobra organizacja uratowała nam życie. Sprawnie i bez nerwów zapakowaliśmy się do autobusów, otrzymując na drogę pożywny prowiant. W drogę powrotną wyruszyliśmy o 14.50. Droga ubywała nam bardzo sprawnie. Ok. 21.00 zameldowaliśmy się przed kościołem xx. Pallotynów w Otwocku.
Kończąc wszystkim składam wyrazy podziękowania za współtworzenie tych kolonii, za każde życzliwe słowo, wsparcie w chwilach trudnych, za wyrozumiałość i wszelkie dobro. Bogu niech będą dzięki. A hoooooj!!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

OBSERWATORZY